Login:

Has�o:

Rejestruj
Clubbing, muzyka klubowa
Imprezy Kluby DJ Galeria, Fotki Recenzje Forum muzyczne Katalog Stron

FeME&V – relacja

Płock w tym roku, jak już zapewne wszyscy wiedzą, po wielu nieprzyjemnościach związanych z organizacją samego festiwalu, postanowił stworzyć coś, jak zapowiadali nowego i odmiennego od poprzednich edycji Astigmatic. Czy im się to udało? Tyle ile osób, tyle różnych opinii. Moim skromnym zdaniem ta edycja wiele nie odbiegała od tego co działo się w Płocku w zeszłym roku. Ta sama sceneria, na którą składała się skarpa na Wzgórzu Tumskim sprawiała, że człowiek mógł przenieść się w czasie do lat poprzednich. Drobne różnice zauważalne były w lokalizacji dużej sceny (z resztą mniejszej niż ta z lat poprzednich), która ułożona na samej plaży, trochę na ukos nie pozostawiała bawiącym się zbyt dużo miejsca, choć na ilośc zgromadzonych tam osób - wystarczająco.

 

Festiwal rozpoczął się o godzinie 18.00 w piątek wspaniałym występem fińskiego artysty - Astrobotnia. Muzyk ten wydający pod szyldem Rephlexa - labelu założonego przez Aphex Twina, nie zawiódł skromnej publiczności zgromadzonej pod sceną. I tu wydaje mi się, że organizatorzy popełnili błąd. Nie ta godzina jak na tego typu muzykę. Te mroczne i pokręcone dźwięki, "kwaśne" synthy, połamane sekwencje perkusyjne, nie dość, że odstawały od profilu całego festiwalu, to jeszcze zupełnie nie stworzyły klimatu w słoneczne popołudnie, które powinno być zapełnione czymś spokojnym, dubowym. Wielka szkoda, że muzyk ten poszedł na "pierwszy rzut", niewielu miało okazję go posłuchać, a było warto.

 

W całym festiwalu zdarzyło się także kilka przesunięć, spowodowanych przez różne czynniki. Tak było z Legoweltem, który zagrał godzinę wcześniej, gdyż z line up'u wypadł Soulphiction. Przez ten "wypadek", jego występ mnie ominął. Był on z kolei początkiem serii koncertów członków Creme Organisation, specjalizującej się w muzyce electro. Występ Bangkok Impact przerywany był niestety przez małe kłopoty techniczne. Dało się słyszeć kilkunastominutowe przerwy, spowodowane brakiem odpowiedniego do ich koncertu sprzętu. Doszły mnie słuchy, że winę tu niestety ponieśli organizatorzy. Co do muzyki słychać było bardzo pochlebne opinie. Panowie wyszli z wszystkich kłopotów z twarzą i obronili się dobrym wykonaniem swojego live act'u.

 

Osobą, na którą czekałam z równą niecierpliwością co na Astrobotnie był Luke Vibert. Wielu spodziewało się, że będzie przez niego grany live act, zresztą obecność na scenie laptopa mogła sprawiać mylne wrażenie. Bynajmniej nie był to live. Wprawdzie początkowy utwór z płyty Yoseph - "I love acid" mógłby to sugerować, jednak kolejne utwory, takich wykonawców jak Aphex Twin, Squarepusher czy LFO rozwiały wszelkie wątpliwości. Właściwie szkoda, że nie był to live, bo Vibert ma dość ciekawe produkcje, zarówno wydawane dla Warpa jak i Ninja Tune, ale za to wspaniale podkręcił atmosferę serwując ludziom zróżnicowaną muzkę z wielu gatunków. Na jego secie słyszałam też chyba najmocniejsze utwory z całego festiwalu w stylu acid techno. Na tym koncercie dzień niestety się dla mnie skończył, nie wiem co się potem działo na dużej scenie oraz na afterparty. Doszły mnie jedynie słuchy, że bardzo dobrze zagrał Matthias Schaffhauser i panowie z Creme.

 

Sobotnie popołudnie postanowiłam spędzić w tzw. Małachowiance - festiwalowym kinie. Zahaczyłam o końcówkę wykładu Sakoto Fujimoto, na temat japońskich komiksów anime, oraz wszelkiego rodzaju mang. Omawiana była tematyka, style rysowania wzbogacone przez zdjęcia książek i rysunki.

Po wykładzie byłam świadkiem chyba najciekawszej projekcji w tym miejscu. Wyświetlane były eksperymentalne filmy chińskie. Wiele bym dała żeby móc je jeszcze raz obejrzeć w domowym zaciszu. Szczególnie zapadł mi w pamięć obraz wyświetlany jako pierwszy. Przedstawiał on tylko i wyłącznie, a może aż życie codzienne chińczyków, jednak sposób realizacji, podkład muzyczny oraz odmienność kultury, do samego końca przykuwała wzrok. Trudno mi określić i zaszufladkować także gatunek muzyki wykorzystany przy tym filmie, jedno jest pewne była to muzyka elektroniczna we wspaniałym wykonaniu, dynamicznie zmieniająca się wraz z obrazem. Kolejne filmy z tej serii mogły by być dość kontrowersyjne, szczególnie jeden o tematyce sadystyczno-medycznej. Przywodziły mi na myśl skojarzenia z naszym teatrem Suka Off (o którym dalej).

Później uczestniczyłam także w koncercie Aoki Takamasa i był to jeden z lepszych występów na całym festiwalu jaki miałam okazje usłyszeć. Prezentowana była tzw. "nowa elektronika", która w rzeczywistości nie była niczym innym jak pięknym i spójnym utworem elektroniki z pogranicza ambientu, idm'u i eksperymentu. Po jego koncercie na scenę w Małachowiance wyszedł Palsecam ze swoim live act’em wraz ze śląskim vj’em Neonem. Tutaj szala przechyla się na korzyść wizualizacji. Sama muzyka owszem, była ciekawa, jednak specjalnie nie zapadła mi w pamięć, za to wizualizacje świetnie dobrane do klimatu. Powalająca była scena z płonącym placem zabaw, co jak się później dowiedziałam zostało zapożyczone z Terminatora i wkomponowane w vj’ski set.

 

Między koncertami w kinie udało mi się na chwilkę zajrzeć na skarpę. Akurat odbywał się tam electronic picnic pod namiotem, a za laptopem stał Etiop. Miłe i spokojnie płynące z głośników dźwięki przyciągnęły wielu pod biały dach, tak więc piasek pod wsłuchanymi jego live’a był prawie cały zajęty.

Udało mi się także usłyszeć pierwszą połowę setu Jana Jelinka. Bardzo żałuję, że nie słyszałam całości, ponieważ noisowe, ciągnące się dźwięki akurat bardzo wysoko plasują się na liście moich ulubionych brzmień. Set był eksperymentalny, nadający się jedynie do słuchania, mantrowania, odpływania gdzieś w świat dziwnej elektroniki. Występ był niesamowity.

 

Tego wieczora postanowiłam się jeszcze wybrać na Stary Rynek na Teatr A. Półgodzinne przesunięcie spektaklu, spowodowane niesprawnością jednego z  telebimów przyczynił się niestety do tego, że nie obejrzałam spektaklu do końca. Wystawiane było „Genesis”, czyli innymi słowy tematyka dotyczyła stworzenia świata w wydaniu biblijnym. Taniec z ogniem, efekty pirotechniczne, lampy UV, misternie zbudowana ruchoma scenografia oraz różnorodna muzyka przyciągnęła na rynek wielu widzów. Jednak dało się słyszeć opinie, że przedstawienie było infantylne i przykuwało uwagę tylko efektami specjalnymi, nie zaś samą akcją i tematyką.

 

Wielkim wydarzeniem FeME&V’u był występ Karla Bartosa. Przed koncertem moje spekulacje co też ciekawego może zagrać ten wykonawca, obracały się raczej wokół jego własnego repertuaru. Sam szum jaki zrobił się na scenie zaraz po występie Exeeda’y sugerował, że szykuje się niezłe show. Przez blisko 40 min panowie z obsługi technicznej męczyli się z rozstawianiem sprzętu grającego oraz dodatkowych ekranów plazmowych. Było to lekko denerwujące, szczególnie, że na takich wydarzeniach wszystko powinno przebiegać sprawnie i szybko, nie mówiąc już o jakichkolwiek niezapowiedzianych przerwach. Było to jedno z niedociągnięć organizacyjnych. Sam koncert był jednak na bardzo wysokim poziomie. Bartos pokazał klasę perfekcyjnym wykonaniem utworów nie tylko własnych, ale całej grupy Kraftwerk. Można było usłyszeć już legendarne szlagiery takie jak „Das Model”, „Trans Europe Express” czy „Tour The France”. Nie zabrakło też jego własnych kompozycji. Występ pod publikę, jednak moim zdaniem dobry, miło było usłyszeć te utwory na żywo.

 

Niedziela upłynęła dla mnie pod znakiem odpoczynku, ale i mocnych wrażeń. Dzień rozpoczęłam wycieczką do wspomnianej już wcześniej Małachowianki. Odbyło się tam przedstawienie śląskiego teatru Suka Off. Niektórzy już ich znają, innym mogę powiedzieć, że znani są z bardzo ostrych i właściwie niczym nieograniczonych wernisaży, przedstawień i wystaw. Często przewija się u nich śmierć poprzeplatana z erotyką. I tym razem nie było inaczej. Sala oświetlona na czerwono, biały szum płynący z głośników i widoczny na ekranie zdradzał, że tematyka związana będzie z telewizją. I rzeczywiście temat przedstawienia to coraz bardziej rosnąca ingerencja mediów w życie prywatne. W pewnym sensie początek był interaktywny, jeden z aktorów przeszedł się po sali z kamerą i lampkami na głowie zaglądając ludziom w twarz. Obraz był wyświetlany na telebimie. Samej treści opowiadać nie będę, mogę jedynie zachęcić wszystkich od wybrania się na tą krótką sztukę jeśli będzie okazja ją obejrzeć. Należało by też wspomnieć o podkładzie dźwiękowym wykonanym przez C.H. District. Właściwie był to noise wraz z odgłosami zmienianych kanałów w telewizorze, do tego pojawiały się także inne wpasowane w akcję dźwięki.

 

Po zakończeniu spektaklu role się odwróciły. Swój koncert dał właśnie C.H. District z oprawą wizualną wykonaną przez BlackFlashVideo (Suka Off). Sam live act promował najnowszą płytę nagraną przez tego artystę w tym roku – „Slides”. Usłyszeć można było większość utworów z tej właśnie płyty. Całość chyba najbardziej zbliżona była do moich gustów muzycznych. Połamana perkusja, syntetyki w klimacie Autechre wypełniły salę na ok. 40 min (szkoda, że tak krótko). Tutaj było małe nieporozumienie, bo takie koncerty powinny odbywać się na dużej scenie. Tym bardziej, że muzyka była na bardzo wysokim wręcz światowym poziomie. Wiele utworów było tanecznych, a pozostawało mi jedynie bujanie się w kinowym fotelu.

 

Sporo festiwalowej niedzieli opuściłam zwiedzając zakamarki Płocka. Zahaczyłam o skarpę dopiero ok. godziny 18, kiedy dało się słyszeć leniwe i ciągnące się ambienty Isan’a. Jego występ zaliczam do czołówki FeME&V’u.

 

Po zapadnięciu zmroku postanowiłam odwiedzić płocki rynek, gdzie zaplanowane było przedstawienie Teatru Ognia i Papieru. Cały pokaz polegał jedynie na podpalaniu owiniętych namoczonym w jakimś rozpuszczalniku papierem, drucianych konstrukcji przedstawiających krzesła, drabiny, ludzkie kształty. Żadnej fabuły czy scenariusza, całość opierała się na efektach wizualnych związanych z palącymi się przedmiotami.

 

Wieczorna duża scena nie pozostawiła u mnie wyraźnych wspomnień. Związane to było przede wszystkim z moim gustem muzycznym, który raczej nie obejmuje house’ów, click’ów lub pochodnych hip hopu, a także nijakiej elektroniki, której nie potrafię zdefiniować i zaszufladkować. Tak też przedstawiała się większa część festiwalowego line up’u. Ale jak to kiedyś ktoś mądry powiedział: „de gustibus non est disputandum” ;).

 

Ogólnie Festiwal Muzyki Elektronicznej i Visualizacji w Płocku uważam za udane przedsięwzięcie. Choć poprzednie edycje, jeszcze wtedy Astigmatic, wydaje mi się, że przyciągnęły więcej ludzi, to i tak nie można było w tym roku narzekać na frekwencje.

Na gigantyczny plus oceniam tegoroczny line up, mimo że większości wcześniej nie znałam, a to co słyszałam rozmijało się z moim gustem, to wiele osób chwaliło sobie skład. I ja również, gdyż pojawienie się takich gwiazd jak Astrobotnia, Luke Vibert, Karl Bartos, James Holden, Jan Jelinek podnosi całe wydarzenie na światową rangę.

Z tego co dało się zaobserwować kulała trochę organizacja, dopuszczona została przerwa przed i po występie Bartosa, co nie powinno mieć miejsca, nikt też nie zapewnił niezbędnego drugiego miksera dla Bangkok Impact. A to są tylko przykłady.

Ludzie skarżyli się na nadgorliwą ochronę, przeszukiwani byli wszyscy, sprawdzane były nawet paczki papierosów w poszukiwaniu narkotyków. Jednak widziałam, że ochrona nie próżnowała pod sceną, przy zadymach spowodowanych przez podpitych lub znajdujących się pod wpływem narkotyków miejscowych, reagowała natychmiast.

I właśnie bardzo brakowało jakiejś selekcji a bramce. Zdecydowanie za dużo było „przypadków”, którzy przyszli na darmową potańcówkę. Nie przeszkadzało by to tak bardzo gdyby nie zakłócali porządku okrzykami, gwizdkami i zaczepkami.

Ceta




Chcę otrzymywać informacje imprezowe mailem:

Newsy




12-12-2009, sobota - John B on D'n'B Legends
Zanzibar, Chorzów

18-09-2009, piątek - Wake up BB
Piwnica Zamkowa, Bielsko Biała

21-08-2009, piątek - Otwarcie Klubu Nieformalnie
Nieformalnie, Jaworzno

26-06-2009, piątek - Sizeer Party - adidas Vespa
Electric Cafe, Jaworzno

22-05-2009, piątek - Przeplataniec – urodziny Electric Cafe / dzień I
Electric Cafe, Jaworzno


Katalog stron SeansWeb
e-Katalog stron wwwVictoria Day Spa GliwiceMarta Wiola Makijażystka Katowice

O nas - FAQ - Polityka prywatności - Mapa strony
© Copyright by Clubbing.Slask.pl 2005. Wszelkie prawa zastrzeżone.

_LINK_